Krew, pot i łzy… Chrzest Ognia

Kibice Zagłębia Sosnowiec w ostatnim czasie nie mają lekko. Kilka lat czekania na „Odrodzenie”, tymczasem za każdym razem kończy się dramatyczną walką o życie. Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego miał swój Chrzest Ognia, ród Targaryenów w Grze o Tron miał swoją Próbę Ognia, trener Grzegorz Bąk z drużyną również muszą się zmierzyć z trudnym wyzwaniem.

Ciężko było mi zabrać się za ten tekst, gdyż nie wiem, czy zostanie dobrze odebrany. Z każdym rokiem, słabymi meczami Zagłębia, rozczarowaniem kolejnymi drużynami, coraz trudniej mi oddzielić emocje od chłodnej analizy. Dziś poruszę wrażliwą strunę.

Czy można winić trenera Grzegorza Bąka za sytuację, w której się znalazł? Nie. Znajdzie się zapewne kilka osób, które powiedzą: „mógł nie podejmować się tej misji”. Pewnie tak.  Jakiś czas temu (15 marca) napisałem na twitterze, że będą nerwowe ruchy, że wybrany zostanie scenariusz oszczędnościowy i misja zostanie powierzona  Grzegorzowi Bąkowi.

Czy można winić działaczy za obecną sytuację? Tak. Czy w ostatnich latach zachowują się nieracjonalnie? Moim zdaniem tak. Patrzę jako Kibic, dla mnie nasz proces działania wygląda tak: „Widzimy zagrożenie, pojawiają się sygnały, że coś jest nie tak, mamy czas by hamować pulsacyjnie, w ostateczności zrobić manewr kierownicą, by minąć przeszkodę. Tymczasem w Zagłębiu zaciągamy hamulec ręczny, zamykamy oczy i zaczynamy się modlić, by fart, los zadecydował za nas”.

Zastosowałem to dziwne porównanie, by wrócić do wcześniejszego akapitu. Czy uważam, że trener Grzegorz Bąk jest dobrym trenerem? Tak. Czy uważam, że przy zaufaniu, zdrowej sytuacji i normalnym funkcjonowaniu poradziłby sobie z budową drużyny? Tak. Czy uważam, że aktualna sytuacja powinna zaistnieć? Nie. Ponownie zastosowaliśmy zasadę: „na dwa uda, albo się uda, albo się nie uda”. Jak się uda, to wielki sukces działaczy, którzy uratowali świetnym manewrem ligę, jak się nie uda, to no cóż, trener nie dał rady, nie uniósł ciężaru, miał dobrych piłkarzy itp. itd.

Czy trener Bąk za lata pracy w Akademii, za prowadzenie drużyny rezerw do awansu, zasłużył na wrzucenie na taki gorący stołek? Nie. Trener zasłużył na uczciwą szansę, a nie misję typu: „Stary, wszystko zależy od ciebie, jesteśmy w czarnej d…, ale jak to poukładasz, to będziemy nosić cię na rękach (w warunkach Zagłębia przez jakieś 2 miesiące, do pierwszej serii porażek). Trener to jest jeden temat, ale czy zasłużyli na to młodzi piłkarze Akademii? Nie. Zasłużyli na szansę w dobrej drużynie, na wprowadzanie w odpowiednim momencie. Oczywiście, każdy, w tym ja, powie: „Taki wybrali sobie zawód”.

W razie odbudowy, kilku wygranych, to wrzucenie na głęboką, wzburzoną wodę, wzmocni trenera i piłkarzy. Sprawi, że pewność siebie i morale wrośnie. Jestem jednak osobą, która przewiduje również czarne scenariusze. Może przytrafić się kolejna runda wstydu, jak ostatni mecz z Rekordem, wyzwiska, szydera i hejt z trybun, porażka za porażką i wgniecenie morale i pewności siebie na poziom 2 metrów pod murawą. Trudno będzie po czymś takim podnieść się i przejść do normalnego budowania drużyny na kolejny sezon. Nie mówiąc już, co w głowach będą mieli młodzi zawodnicy, na których grę wszyscy liczymy. Ile pracy i zaufania trzeba, by odbudować ich, po zderzeniu się z betonową ścianą?

Czy sytuacja jest normalna? Nie. Czy mamy duże szanse, że kolejna Mission: Imposible uda się? Nie jestem wróżką. Jest mi przykro, że trener z Akademii, czy to w przeszłości był Tomasz Łuczywek, czy za pierwszym razem Grzegorz Bąk, czy ponownie teraz, traktowany jest, jako zapasowe koło. Choć, w tym przypadku nawet bardziej przypomina dojazdówkę. Wyciąganą przy wypadku, gdy trzeba podratować beznadziejną sytuację. 

Dla uczciwości chyba pierwszy raz zdarzyła się sytuacja, że trenerzy z Akademii podpisali kontrakt na 1,5 roku. Tylko tutaj pytanie jest inne, czy jest to uczciwe stawianie na nich. Czy dostaną pełne wsparcie, zaufanie? Czy jest to manewr wizerunkowy. Podpiszemy, będzie to lepiej wyglądało, a jak nie pójdzie, to przecież nic się nie stanie, wrócą sobie do rezerw, będą mieli umowy, wykorzystamy ich, a może za pół roku znowu będą potrzebni na 1, a może kilka meczów w rundzie.

Osobiście uważam, że sytuacja jest marna, że wszystko zostało zrobione w nerwowy sposób. Tak jak pisałem wyżej, Grzegorz Bąk jest dobrym trenerem, mam nadzieję, że Dawid Ryndak i Łukasz Matusiak mogą mu pomóc w jego pracy. Jestem pewien, że osiągnęliby lepsze wyniki, jeżeli zaczęliby pracę w normalnych warunkach. Zwyczajnie po ludzku, uważam, że trener Bąk zasłużył na konferencję prasową z Panią prezes, z dyrektorem sportowym, na odpowiednie przedstawienie jego osoby, ale i planu Zagłębia na najbliższe dni, miesiące – nie mówię tutaj o lata, bo w cuda już nie wierzę. Gdyż na grillowanie przez dziennikarzy zasłużyli dyrektor sportowy i Pani Prezes, a nie trener Bąk, który drużynę rezerw zostawiał na pozycji lidera.

Tego sobie i wam życzę, by transparentność i sposób przekazywania informacji był godny marki Zagłębia Sosnowiec.

Tymczasem pozostaje mi trzymać kciuki, żeby słońce zaświeciło nad trenerem Bąkiem i jego drużyną. By rozegrali kilka dobrych meczów, by podnieśli głowy, by uwierzyli,  że ta liga jest słaba i walką, zaangażowaniem, determinacją, można tutaj wygrać z każdym. Chciałbym, by otrzepali się z tego „łajna”, którym zostali obrzuceni i zaczęli budować pewność siebie. By latem zacząć spokojną przebudowę. Życzę sobie i wszystkim, by trener Bąk przepracował przynajmniej 2-3 okienka transferowe i okresy przygotowawcze. Co za tym idzie miał realny wpływ na budowę i przygotowanie drużyny, tak by można uczciwie i spokojnie ocenić jego pracę.

Wyjaśnię też pewną rzecz. Czy trener powinien być nie do ruszenia przez jakiś okres czasu? W idealnym świecie tak, gdyż jak inaczej ocenić człowieka, który pracuje z piłkarzami, których sam nie wybrał. Piłka nożna jednak nie jest idealna, zresztą tak, jak nie ma idealnego świata. Dlatego, jeżeli działacze widzą sytuację, gdzie brakuje „chemii”, nie widać efektów, nie są spełniane założenia, ani oczekiwane cele, to najpierw należy rozmawiać, szukać rozwiązania, a dopiero w ostateczności  podejmować kolejne decyzje. Inaczej sytuacja wygląda, gdy to trener odpowiadał za budowę drużyny, dobór zawodników itp. itd., a obietnice nie idą w parze z wynikami.  Nie zmienia to faktu, iż w jednym i drugim przypadku warto wyraźnie komunikować społeczności zarówno oczekiwania, jak i powody jakimi się kierowano przy zmianie.