Dwa tygodnie presji
Czy każda decyzja będzie tą złą? Czy przed takim dylematem stoją działacze Zagłębia Sosnowiec? Trenerowi Markowi Saganowskiemu do pierwszej rocznicy pracy w stolicy Zagłębia Dąbrowskiego zostały 2 tygodnie. 5 kwietnia raczej nie będzie świętował w poczuciu dobrze przepracowanego roku (jednak życzę mu, by do tego czasu dopisał z Zagłębiem 6 pkt. w tabeli).
Pod koniec października pisałem o sytuacji w Zagłębiu – „Chłodna” analiza Zagłębia – zaznaczyłem w tekście, iż nie jestem fanem wielu podjętych decyzji i stylu zarządzania drużyną, jednak skłaniałem się w stronę wytrzymania presji i pracy szkoleniowca przynajmniej do końca rundy jesiennej. Trener Marek Saganowski przed przerwą zimową punktował i poprawił swój bilans. Trzeba jednak uczciwie napisać, że nie jest on bardzo imponujący – od 5 kwietnia 2024 nie dokonał się żaden cud. Saganowski najpierw spadł z Zagłębiem do II ligi, a aktualnie nie potrafi ustawić drużyny, by grała równo i miała swój wyrazisty styl. Spadek był przesądzony, gdyż miniony sezon był podsumowaniem dziwnej i szalonej polityki prezesów Girka i Aleksandra, która zakończyła się Collinso-tragedią.
Trzeba tutaj uczciwie napisać, iż trener Saganowski ani nie przyniósł efektu nowej miotły, ani nie doprowadził do poprawy w grze, a co najbardziej mnie denerwowało, nie ograł młodzieży przed spadkiem (o młodzieży kilka zdań na dole tekstu). Licząc zdobycz punktową, od początku przygody szkoleniowca w Sosnowcu, jest ona fatalna, gdyż daje … 1,125 pkt. na mecz (36 punktów w 32 spotkaniach), W tym sezonie jest widoczna poprawa, jednak biorąc pod uwagę budżet, stabilność, markę, kilku doświadczonych piłkarzy, to również nie zachwyca 1,43 pkt. na spotkanie (w 23 meczach 33 pkt.).
Można zauważyć tendencję, że drużyny spadające z I ligi zaliczają następnie kolejny spadek. Dlatego zwracałem uwagę na to, iż najważniejsza jest stabilizacja i pewne utrzymanie. Cóż, można powiedzieć, że stabilizację udało się osiągnąć, widać, iż nie ma nerwowych ruchów, jest spokój w budowaniu kadry, dodatkowo trener utrzymał się na stanowisku przed dwa okresy przygotowawcze. Nie wybuchają dziwne afery czy nieprzyjemne tematy, przez które o Zagłębiu bywało w przeszłości głośno. Tutaj jest miejsce na ale… Ale oglądając mecze II ligi i oceniając poziom gry rywali Zagłębia, prawda jest taka, iż Zagłębie powinno walczyć o miejsca 4-6. Tylko? Uczciwie trzeba napisać, że czołówka ligi aktualnie prezentuje lepszy poziom sportowy i odstaje od reszty stawki. Tymczasem sosnowiczanie „miotają” się w tej lidze. Pisałem już o tym, przypomnę i w tym tekście, iż moim zdaniem trener również się miota – i podczas zarządzania drużyną, i na konferencjach prasowych. Oczywiście jesteśmy w grze o „szóstkę” i choć gra jest przeciętna, to cały czas mamy duże szanse na baraże.
Jesienią można było przecierać oczy ze zdziwienia, gdy w meczu z Rekordem prowadziliśmy 2:0 i wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą. Potem nastąpiła jednak wymiana dwóch środkowych pomocników i całkowite oddanie pola gry rywalowi. Wtedy udało się wygrać, co zapewniło spokojną zimę. Wszyscy na to liczyli. Niestety, początek wiosny ponownie pokazuje, iż bliżej nam do walki o środek tabeli i utrzymanie, niż o tzw. „szóstkę”. Wprawdzie to dopiero pierwsze mecze, jednak statystyczny kibic oczekuje, iż trener z drużyną, z którą pracuje rok czasu, będzie szedł do przodu, a nie stał w miejscu, czy cofał się.
Dla mnie najbardziej bolesny był mecz z ŁKS-em II Łódź. Drużyna młodzieżowców zdominowała Zagłębie, narzuciła swój styl gry i wygrała bez większych problemów. W idealnym świecie, grając na trzecim poziomie rozgrywkowym, człowiek wyobrażał sobie, że to wychowankowie Zagłębia będą ogrywani i właśnie tak będą prezentować się w II lidze. Tymczasem w naszych barwach nie mamy ani jednego piłkarza, który byłby produktem Akademii z Sosnowca i gwiazdą drużyny, ba chociaż wyróżniającym się piłkarzem.
Miłosz Pawlusiński bardzo mi imponuje, ustawianiem się, chęcią do gry, oczywiście czasem zaliczy stratę, ale czy w starciu z Rekordem, czy w ostatnim z KKS-em, był jasnym punktem, jednak to nie jest wychowanek Zagłębia. Więcej lat w naszej szkółce spędził Kacper Siuta, który dołączył w wieku 13, czy tam 14 lat. Aktualnie miejsce w pierwszym składzie wywalczył sobie tylko jeden prawdziwy wychowanek – Bartosz Chęciński, który przeszedł cały system szkolenia w Zagłębiu. Niestety, po pierwsze ma już 21 lat (a nie 17 jak chłopcy z ŁKS-u, którzy grali z nami, jak równy z równym), po drugie nie jest to gwiazda zespołu, co najwyżej solidny piłkarz, który jest w rotacji dzięki statusowi młodzieżowca.
Kolejni prezesi: Jaroszewski, Girek, czy Aleksander, wręcz pisali pieśni pochwalne na temat akademii, wychowanków, budowie, szkoleniu, krok po kroku, a tymczasem życie… sprowadziło nas na ziemię. W II lidze, czyli trzeciej klasie rozgrywkowej, okazuje się, że nasi młodzieżowcy mają problemy. Drużyna rezerw nie potrafi zdominować ligi okręgowej (ŁKS gra w I lidze, a ich rezerwy w II…), CLJ walczy o utrzymanie. Dla mnie, osoby, która chciałaby widzieć w składzie Zagłębia praktycznie samych wychowanków lub piłkarzy z regionu, uzupełnionych o 3-4 dobrych zawodników, aktualna sytuacja jest przytłaczająca. Boli serce, gdy patrzysz, jak męczymy się w tej klasie rozgrywkowej.
Wracając do trudnych decyzji. Pozostawienie trenera Saganowskiego na stanowisku, przy dalszej słabej grze, braku punktów, czy awansu do „szóstki”, dla większości społeczności Zagłębia będzie porażką. „Przecież mówiliśmy, że trzeba zmienić”. Przy zwolnieniu trenera i braku poprawy gry i dalszych słabych wynikach, znowu pojawią się głosy, „brak stabilizacji, ciągłe zmiany, a gdyby został trener, to prędzej, czy później maszyna odpaliłaby”.
Jestem zdecydowanym przeciwnikiem pochopnego zwalniania trenerów, a tym bardziej, gdy nie przepracowali 2-3 okresów przygotowawczych, ale… Przyznam się szczerze, że mnie Marek Saganowski nie przekonuje do siebie. Może przez to męczenie gry 3 stoperami, może przez fakt, iż najczęściej zmiany nie wnoszą ożywienia, może dlatego, że teoretycznie piłkarze z potencjałem wyglądają przeciętnie, a może przez całokształt? Warto zaznaczyć, iż ja nie mam wygórowanych oczekiwań, jednak patrząc do przodu, jakoś nie widzę potencjału, gdyż wydaje mi się, iż po roku czasu powinniśmy obserwować progres, rozwój piłkarzy, jakiś styl pierwszej drużyny. Oczywiście nie znam sytuacji od środka, atmosfery, czy relacji, ale osobiście chciałbym widzieć Pawlusińskiego w podstawowym składzie, już we wrześniu pisałem na platformie X (czy tam twitterze), że chciałbym kilka meczów obejrzeć, jak wypadną razem od pierwszej minuty Snopczyński z Agborem (tak, tak znacie mnie, posadziłbym Bilińskiego i wpuszczał go na zmęczonego rywala). Brakuje mi trochę szukania rozwiązań po słabym meczu.
Najważniejsze jednak jest to, iż chciałbym widzieć walkę i zaangażowanie, a momentami tego najbardziej mi brakuje, takiego zwykłego pazura, choćby wynikającego z bezradności, zarówno na boisku, jak i u trenera przy linii bocznej. Tutaj mam przed oczami obraz z meczu z Rekordem, gdy przy jednoczesnej zmianie dwóch środkowych pomocników, Valencia będący po drugiej stronie boiska, gestykulował do trenerów, czy ma się cofnąć, a szkoleniowiec był tyłem do boiska.
Zmieniać, czy nie zmieniać, oto jest pytanie, odpowiedź jest prosta, walczyć (i wygrywać) w każdym meczu tak, by kibice widzieli, iż wszystkim zależy na Zagłębiu. Prawda jest taka, iż aktualnie tylko na fanów nie można narzekać. Na meczu z rezerwami z Lubina prawie 5000 i doping przez 90 minut. Pomimo bolesnej porażki w Łodzi, na starcie z KKS-em Kalisz przyszło ponad 7500 kibiców. Aż trudno sobie wyobrazić, jaka frekwencja byłaby, gdyby wyniki były lepsze… albo chociaż więcej wspomnianej walki.
Nie będę wspominał (choć dotyczyła zaplecza ekstraklasy):
– Nie szumcie wierzby nam, Z żalu co serce rwie, Nie płacz Zagłębie nie, Bo w drugiej lidze nie jest źle
Zdecydowanie wolałbym wrócić do: – #Szanujmy1Ligę (Pisałem o tym w 2023 roku na X – tutaj)
Wydaje mi się, że z tym stadionem, budżetem, wsparciem miasta, atmosferą na trybunach, pasujemy do tej II ligi, jak pięść do oka. Niestety, prawda jest taka, iż aktualnie sportowo, na boisku wyglądamy na typowego II-ligowca.
Jestem daleki od opinii, iż powinniśmy w tej lidze rządzić i dzielić, ale wydawałoby się, że drużynę mamy przyzwoitą i stać nas na lepszą grę. Pytanie czy jest to wina tylko trenera? Ja osobiście wierzę w dyrektora sportowego Grzegorza Kurdziela, moim zdaniem jest to osoba, która dobrze czuje piłkę i podejmie odpowiednią decyzję. Choć akurat tego mu nie zazdroszczę w danym momencie. Chciałbym, by kibice nie tracili wiary i dalej tak licznie przychodzili na mecze Zagłębia, to pokazuje wielkość społeczności, która jest najważniejszą częścią klubu sportowego.